Get Adobe Flash player

Odwiedza nas 82 gości oraz 0 użytkowników.

Kto czyta książki, żyje wielokrotnie…

Rozmowa z Franciszkiem Rusakiem – regionalistą i pisarzem, piewcą Ponidzia.

- Ukończył Pan studia polonistyczne, ale pracował w Domu Kultury. Nie chciał Pan uczyć w szkole?

- Wręcz przeciwnie, pracę w szkole bardzo lubiłem, osiągałem dobre wyniki i awansowałem na wizytatora języka polskiego na powiat szprotawski woj. zielonogórskie. Nawet kiedy pracowałem w Domu Kultury, to kilka godzin polskiego wykładałem w buskich szkołach średnich.

- Wydał Pan dwie książki o Busku-Zdroju. „Buskie legendy” zna każdy uczeń. Jak to się stało, że zajął się Pan właśnie taką tematyką i skąd pomysły na napisanie tych utworów?

- Rzeczywiście w druku ukazały się tylko dwie książki, co wcale nie znaczy, że ich nie ma więcej. Dziś trudno znaleźć sponsora, który zechciałby wspomóc finansowo wydanie książki. Legendy napisałem pod wpływem zazdrości. Jak to się stało, że Kraków, Warszawa, Toruń, Cieszyn i inne miasta mają swoje legendy, a Busko – miasto o bardzo starym rodowodzie ich nie ma? Postanowiłem zapełnić tą lukę. Poza tym w dzieciństwie bardzo lubiłem baśnie i legendy. Najpierw słuchać, a potem czytać.

- Gdyby miał Pan wymienić jedną postać z przeszłości szczególnie ważną dla naszego miasta, to kto by to był?

- Był nim pierwszy historyczny właściciel Buska rycerz Dzierżysław (Dzierżko, Dersław), który nie mając dzieci, zapisał Busko zakonowi norbertanek. Ta decyzja zadecydowała o dalszych losach Buska na ponad 600 lat.

- W jaki sposób gromadzi Pan materiały do swoich publikacji?

- Gdy czytam historyczne książki, wspomnienia, pamiętniki, monografie, to obok mam zeszyt do zapisków i ołówek do zaznaczania interesujących mnie fragmentów. Pomaga to potem do sporządzania fiszek. To stare metody. Zakup komputera znacznie ułatwił gromadzenie materiału.

- Czytając książkę „W starym Busku”, trudno uwierzyć, że nasze miasto tak wyglądało. A Pan tęskni za „tamtym” Buskiem, czy raczej podoba się Panu obecny wizerunek miasta?

- Busko wyglądało tak jak wiele innych miast tej wielkości. Pozytywną cechą mieszkańców dawnego Buska było to, że czuli się wszyscy odpowiedzialni za jego wygląd, np. upominali dzieci, które coś psuły. Dziś tego się nie widzi. Wszystko ma załatwić urząd i służby miejskie. Ja cieszę się z rozwoju miasta i stawania się coraz ładniejszym, a tęsknię za starym, bo tęsknię za młodością, która minęła bezpowrotnie. Obecne zmiany nie zawsze mi odpowiadają. Szczególnie wtedy, gdy ingeruje się za bardzo w przyrodę (bezmyślne wycinanie drzew) lub krajobraz (dewastacja Byczej Góry). Nie podoba mi się też, gdy ktoś udziwnia architekturę i – chcąc być oryginalnym – buduje domy niezgodne z miejscową tradycją, np. góralskie domy czy osławione „gargamele”.

- Niektórzy z naszych kolegów opowiadają niezwykłe historie zasłyszane od dziadków, którzy pamiętają dawne obrzędy ludowe lub byli świadkami niezwykłych wydarzeń w czasie II wojny światowej. Myślimy, że warto byłoby spisać te wspomnienia, ale od czego zacząć? Jak zostać następcą regionalisty i pisarza Franciszka Rusaka?

- Podpowiadam, robić zapiski sposobem tradycyjnym (pamiętniki), lub na komputerze na specjalnej stronie. Pamięć jest ulotna i wiele się potem zapomina. Utrwalać na zdjęciach nie tylko ludzi, ale otoczenie. Szczególnie stare domy i puste miejsca. Domy ulegną rozbiórce, a puste place zapełnią się nowymi obiektami. Ja dotąd korzystam z wiedzy jaką posiadają starzy ludzie, którzy dysponują dobrą pamięcią. Utrwalone zapiski należy uzupełniać wiedzą z książek, archiwów, wywiadów. Strzępki wiadomości potem trzeba ułożyć w całość. Trzeba mieć pozytywny stosunek do swego miasta, należy je po prostu kochać. Mnie aż skręca, gdy słyszę – tu się nic nie dzieje. A co ty robisz, żeby się działo? Bądź aktywny. A wcześniej należy popracować nad warsztatem. Pisz pamiętnik, opisuj wydarzenia, które widziałeś lub usłyszałeś. Nawiąż znajomość z gazetą. Poznaj dobrze Ponidzie – swoją małą ojczyznę.

- Czy ma Pan jakieś literackie plany?

- Chciałbym przede wszystkim wydać to, co napisałem. A uzbierało się tego trochę. Nie interesuje mnie beletrystyka. Wolę dokumentować teraźniejszość i przeszłość. Mam w swym dorobku m. innymi: „Rok na cztery części podzielon” o całorocznych obyczajach, „Życie na Ponidziu” o specyfice naszego regionu, „Wsiowe godki z Ponidzia” – opowiadania pisane nadnidziańską gwarą, opisy tras wycieczkowych po Ponidziu i inne.

- Co czyta Pan w wolnych chwilach? Ma Pan jakiegoś ulubionego pisarza?

- Ja, polonista z wykształcenia, czytam przede wszystkim historię. Nie powieści historyczne typu „Krzyżacy” lecz książki naukowe, monografie, biografie sławnych ludzi. Nadrabiam zaległości, bo żyłem w czasach, gdy historia była mocno zakłamana. Wydaje mi się, że powieści już wszystko opisały: miłość, zdradę, przyjaźń, przygody, wojny, podróże itp. Mnie już nie obchodzi kto kogo kocha a kto kogo zdradza. W młodości moim ulubionym pisarzem był Henryk Sienkiewicz. Teraz nie mam ulubionego pisarza. Niekiedy wracam do klasyków i zawsze znajdę coś ciekawego, np. u Kochanowskiego.

- Część młodzieży rzadko czyta książki, niektórzy tylko lektury lub ich streszczenia. Czy ma Pan jakiś sprawdzony sposób, żeby zaszczepić młodym ludziom miłość do literatury. Czy myśli Pan, że książka w wersji papierowej odejdzie do lamusa?

- Niezawodnego sposobu po prostu nie ma. Trzeba zacząć od kolebki. Potem będzie za późno, bo przekaz obrazkowy jest łatwiejszy. Tylko trzeba próbować uświadomić, że wersja filmowa zubaża wyobraźnię, bo oglądając, np. „Potop” każdy widz Kmicica będzie widział w Olbrychskim. Czytając powieść będzie tyle Kmiciców ile czytelników. Ja się nauczyłem czytać na… kryminałach. Czytałem je szybko, ale uważnie. Szybko, bo chciałem dowiedzieć się jak skończy się śledztwo, a uważnie, bo należało nie uronić żadnego zdania, aby nie stracić wątku śledztwa. Myślę, że każdy ma jakąś ulubioną dziedzinę: podróże, wojny, romanse, fantastykę. Trzeba tylko wybrać to, co się lubi. A potem już pójdzie gładko. Bez książki nie da się żyć. „Kto czyta książki, żyje wielokrotnie, kto nie czyta, skazany jest na jedno życie”. Proszę to zapamiętać. Tradycyjna książka jest nieśmiertelna.

Opracowanie:

Maria Rusak, Natalia Ciślak VI a

Styczeń 2016 r.

Przejdź do góry
DMC Firewall is a Joomla Security extension!